Long time no see.

podroze1Long time no see. Siedmiomiesięczny remont wygonił mnie z kuchni, potem nawalił komputer, a teraz aparat fotograficzny.  W międzyczasie gotowałam na gościnnych występach w różnych miejscach, co średnio sprzyjało robieniu zdjęć i zapisywaniu przepisów (za to było bardzo inspirujące).

warzywa1Co się działo? Zdążyłam wpaść na Hvar, posiedzieć trochę w Rzymie i przelecieć jak meteor przez Kraków. Zebrałam na działce 50 kg wiśni. Przeżyłam krótki romans z kuchnią raw, ale o tym więcej innym razem. Oswoiłam kota. Zaczęłam hodować sukulenty. Straciłam jednego psiego przyjaciela, a pojawił się nowy. Pewnie zdarzyło się jeszcze tysiąc innych rzeczy, o których zdążyłam już zapomnieć.

goscinnie1Oczywiście dużo gotowałam: w wynajętym mieszkaniu w Rzymie, u rodziny i znajomych. Znosiłam naręcza warzyw i owoców z bazaru na Wolumenie, azjatyckiego targu, działki. Były pikniki, kolacje na tarasie, wyjazdowe uczty. To było udane lato i jesień.
A teraz wracam.

Hall of Fame: 2 świetne filtry (oraz jeden do bani).

lanza4

Mój stosunek do używania filtrów SPF to typowa Hassliebe. Uwielbiam je, bo działają i dzięki nim nie wygladam jak krokodyl (słoneczny weekend bez SPF i mam masę nowych przebarwień i popękanych naczynek). Nie cierpię filtrów, bo zawsze są lepkie, zostawiają na twarzy widoczną powłokę, tłustawą i nie daj boże białą. Po jednych dostaję alergii, inne drażną oczy do łez. Niektóre kremy z filtrami (szczególnie mineralnymi) działają jak symulatory zmarszczek – osadzają się w załamaniach skóry i tak bardzo je podkreślają, że nałóż taki krem, a zobaczysz, jak będzie wyglądać twoja twarz za kilka dekad. Nie mam dużych wymagań, ale niech produkt będzie niewidoczny i nie dramatycznie tłusty.
Filtrowego świętego Graala szukałam od bardzo dawna – przy tendencji do pękających naczynek powinno się je nosić jak rok długi. Z zimowymi, niższymi faktorami nie mam problemu – jest dużo dobrych kosmetyków, dopiero od 30 SPF wzwyż zaczyna być ciężko. Na razie znalazłam dwa, jeden wspaniały, a drugi bardzo przyzwoity. Czytaj dalej

Pan con tomate, czyli krótki wypad do Madrytu

pancontomate2

Lubię wyjeżdżać poza sezonem i w nietypowych porach. Tanie bilety, żadnych turystów, nie ma tłoku i kolejek. Listopad, początek grudnia, a potem styczeń i luty to dla mnie najlepsze terminy na zwiedzanie miast.
Pierwsze moje wyjazdowe skojarzenia z Hiszpanią to Barcelona, wybrzeża i Wyspy Kanaryjskie. Pewnie nie wpadlibyśmy na to, żeby wybrać się akurat do Madrytu, gdyby nie znajomy, który niedawno wyjechał tam studiować filozofię. Dobrze, że tam trafił, dobrze, że postanowiliśmy go odwiedzić.

Czytaj dalej

Czerwcowe kulinarne upadki i wzloty.

winner_bob

Czerwiec, czerwiec i po czerwcu. Nijaki miesiąc, kiedyś przedsionek wakacji, a teraz po prostu coś między weekendem majowym a momentem, kiedy miasto wyludnia się urlopowo i robi się przyjemnie. Lubię lato w mieście – znikają korki, pojawiają się targi i imprezy pod gołym niebem. Mam więcej czasu, dużo gotuję, raz wychodzi, a raz nie. Właśnie w czerwcu przydarzyło mi się kilka spektakularnych kulinarnych porażek, ale też kilka bardzo udanych rzeczy. A bohaterowie i porażki czerwca to…. Czytaj dalej

Dlaczego jestem nieuleczalnie dorosła.

warzywn1Otworzyli mi zaraz obok domu warzywniak. Taki prawdziwy, bez chipsów i lodówki z Colą, za to z samymi warzywami i owocami. Z ziemniakami ubabranymi ziemią, z cebulą i koperkiem. Może trzysta metrów od domu, co ma niebagatelne znaczenie dla człowieka żywiącego się prawie wyłącznie warzywami. (Wy też tak macie,  warzywożercy? Co drugi dzień dziesięciokilowe siaty zieleniny? Ledwo się wleczecie i wymijają was eleganckie dziewczyny z samotnym porem w siateczce?)

Czytaj dalej

Jak wreszcie zacząć pić więcej wody? Jeden, ale skuteczny sposób.

woda2Czy ktoś składał postanowienie noworoczne pt „będę pić więcej wody”? Haaa. Haaa. HahhHAhahaA. Bo ja parę razy. Plus jeszcze nieskończoną ilość razy w ciągu roku. Zazwyczaj mój dzienny bilans płynów to kawa albo dwie i kilka łyków wody. Mogłabym uczyć wielbłądy, jak przetrwać bez picia. Tak, jakby mój organizm zapominał, co to pragnienie  – i tak właśnie bywało do sierpnia zeszłego roku, bo od tamtego czasu jestem wzorem nawodnionego człowieka. Jak to się stało? Bardzo prosto.

Czytaj dalej

Byłam, widziałam, zjadłam (i wrócę!) – część 2. Targ Śniadaniowy na Żoliborzu.

targsniadso2

Obłędne desery z Brasil on the plate. Niestety dla mnie, dania główne są przeważnie mięsne…

Drogie weeekendy. Nie wiem, czy to ja, czy coś jest z czasem, ale mam wrażenie, że nadchodzicie co 3 dni. Przed chwilą miałam urodziny, a tu już prawie lato. Niedawne przedszkolaki mają wąsy i biusty (raczej nie naraz), nasz żwawy szczeniaczek jest już psim seniorem. Jak…?

Czytaj dalej