Hall of Fame: 2 świetne filtry (oraz jeden do bani).

lanza4

Mój stosunek do używania filtrów SPF to typowa Hassliebe. Uwielbiam je, bo działają i dzięki nim nie wygladam jak krokodyl (słoneczny weekend bez SPF i mam masę nowych przebarwień i popękanych naczynek). Nie cierpię filtrów, bo zawsze są lepkie, zostawiają na twarzy widoczną powłokę, tłustawą i nie daj boże białą. Po jednych dostaję alergii, inne drażną oczy do łez. Niektóre kremy z filtrami (szczególnie mineralnymi) działają jak symulatory zmarszczek – osadzają się w załamaniach skóry i tak bardzo je podkreślają, że nałóż taki krem, a zobaczysz, jak będzie wyglądać twoja twarz za kilka dekad. Nie mam dużych wymagań, ale niech produkt będzie niewidoczny i nie dramatycznie tłusty.
Filtrowego świętego Graala szukałam od bardzo dawna – przy tendencji do pękających naczynek powinno się je nosić jak rok długi. Z zimowymi, niższymi faktorami nie mam problemu – jest dużo dobrych kosmetyków, dopiero od 30 SPF wzwyż zaczyna być ciężko. Na razie znalazłam dwa, jeden wspaniały, a drugi bardzo przyzwoity.
filtr1

Hall of Fame: Aktualny święty Graal to apteczny krem z serii Nuxe Sun  – do wyboru SPF 30 albo 50. Złoto, nie filtr. Używam go już drugi albo trzeci sezon i sprawdza się rewelacyjnie. Co najważniejsze – działa. Faktycznie chroni, dobrze nawilża. Nie zabarwia twarzy na biało, nie jest widoczny, nie osadza się w zmarszczkach, nie podkreśla porów ani ich nie zanieczyszcza. Jest treściwy i gęsty, ale ładnie się wchłania. Dobrze łączy się z makijażem. Zostawia na twarzy  delikatną, zdrową poświatę – twarz nie wygląda tłusto, ale promiennie i ma ładny kolor. No i pachnie jak wakacje, trochę jak olejek do opalania. Minusy? Mógłby być mniej gęsty. Cena to chyba ok 50zł, ale za taką jakość i wydajność jest uzasadniona.
Pełna nazwa: Nuxe Sun Delicious Cream For Face High Protection SPF 30 lub SPF 50. Nazwa jest długa i głupawa – na polskiej stronie Nuxe przetłumaczono ją jako Zachwycający krem do opalania twarzy SPF 30 – no LITOŚCI. Duży minus dla polskiej strony za nie podanie składu! Wygmerałam go z czeluści internetu. Ale produkt i tak rewelacyjny.

Skład: aqua/water, c12-15 alkyl benzoate, diethylamino hydroxybenzoyl hexyl benzoate, ethylhexyl methoxycinnamate, dibutyl adipate, glycerin, bis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine, ethylhexyl triazone, cetearyl alcohol, glycol palmitate, oryza sativa (rice) hull powder, parfum/fragrance, dimethicone, c20-22 alkyl phosphate, polyacrylate crosspolymer-6, benzyl alcohol, coco-glucoside, c20-22 alcohols, capryloyl glycine, tocopherol, citric acid, sodium hydroxide, tocopheryl acetate, eichhornia crassipes extract, dimethiconol, tetrasodium edta, helianthus annuus (sunflower) seed oil, dehydroacetic acid, inositol, ethyl ferulate, polyglyceryl-5 trioleate, solanum lycopersicum (tomato) fruit extract, fagraea berteroana flower extract, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, disodium uridine phosphate, benzyl salicylate, limonene, linalool, geraniol, citronellol [n2603/d].

filtr2

Drugi produkt pewnie nie każdemu się spodoba, bo jest zabarwiony. To filtr w kompakcie SVR 50 Compact Haute protection solaire. Wg mnie nie sprawdza się jako zasadniczy filtr: używam go tylko poza domem do powtórnego nakładania w ciągu dnia i do tego jest świetny (praktyczniejszy niż tubka). Najczęściej biorę go ze sobą na całodzienne wycieczki, na wakacje, kiedy uprawiam sport na dworze albo pływam. Opakowanie jest mocne i praktyczne, ma lusterko, osobne przegrody na sam filtr i gąbeczkę do nakładania. Sam filtr lekko kryje, dobrze się rozprowadza i ma wyraźny kolor. To, że jest zabarwiony, zupełnie mi nie przeszkadza – widać, czy nałożyło się go wszędzie na twarz. Nie podkreśla ani nie zapycha porów, ładnie stapia się ze skórą. Na twarzy wygląda naturalnie i matowo, ale trzeba go stosować na krem nawilżający. Kompakt jest dostępny w 3 kolorach, ja mam środkowy odcień Beige sable – uniwersalny beż bez różowego odcienia (w pudełku wygląda niespecjalnie, na twarzy zupełnie inaczej). Nie wiem dlaczego, ale na polskiej stronie SVR produkt nie jest opisany (za to na francuskiej już tak). Oby nie został wycofany…

filtr4

Nałożony na skórę wygląda właśnie tak (jest na dłoni)

Minusy? Po jakimś czasie noszenia lekko zbiera się w zmarszczkach, ale można go łatwo wyrównac gąbką. Jeśli chce się go nałożyć kilka razy w ciągu dnia, przy kolejnej reaplikacji może być zbyt widoczny. Jak na swoją objętość jest też drogi, ale nie znalazłam na razie tańszego odpowiednika. Występuje w małej palecie kolorów, tyle, że nie jest to klasyczny podkład (źle wspominam odcienie kompaktów Avene i Bioderma – za różowe). Sama forma filtrów w kompakcie bardzo mi się podoba, ale nie do codziennego, podstawowego użytku.
Pełna nazwa: SVR 50 Compact Haute protection solaire.

Skład: Dicaprylyl carbonnate, titanium dioxide, isodecyl neopentanoate, polymethylmethacrylate, hydrogenated polydecene, synthetic beeswax, ozokerite, DI C12-13 alkyl tartrate, synthetic wax, zinc oxide, corn starch modified, tocopheryl acetate, stearic acid, cetyl dimethicone, silica dimethyl silylate, cera microcristallina, methicone, triethoxycaprylylsilane, aqua, aluminium hydroxide, caprylyl glycol, BHT, Cl77492, Cl77499, Cl77491.

filtr3

To teraz mały Hall of Shame. Znowu rozpaczliwie długa i nie do zapamietania nazwa – kopiuję z internetu: It’s Skin Smart Solution 365 Silky Sun Block SPF 50. Nic mi sie w tym filtrze nie spodobało. W pierwszej chwili po nałożeniu wydaje się być ok, ale z czasem wychodzą wszystkie jego minusy. Jest suchy i trzeba go nałożyć na krem, a po paru godzinach i tak ściąga skórę, osadza się w załamaniach i jest widoczny. Nadaje twarzy nieładny, szary odcień. Jeśli użyje się go za dużo, paskudnie się roluje i schodzi z twarzy w postacji klusek (tak samo się dzieje, jeśli chce się nałożyć makijaż). Zdecydowanie odradzam.

Inne filtry? Testuję, jeśli wpadną mi w ręce próbki. Po kilku niewypałach (mleczko Uriage – nigdy więcej!) wolę nie ryzykować z kupnem pełnowymiarowych opakowań, bo to jednak droga zabawa. Na pewno będę używać filtrów cały rok – robię tak od kilku lat i widzę, że to działa. Zimą wystarcza mi SPF 15-20. Latem nawet w mieście i w dni robocze używam co najmniej SPF 30, a w weekendy i wakacje – 50. Mam naczyniową, alergiczną, dojrzałą cerę, dzięki ochronie przed słońcem jest w naprawdę dobrej kondycji. A witamina D?  Czasem w mieście nie smaruję filtrem rąk i nóg, więc jakoś zawsze się uzbiera.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s