Zamiast soli. Za’atar własnej roboty.

zaatar1

Kiedy coś gotuję, 3 na 5 osób dodatkowo to dosala: „dobre, tylko mało słone” i długa seria machania solniczką. Owszem, bardzo mało solę, ale używam wielu przypraw. W tygodniu nie mam za dużo czasu na gotowanie, więc lubię mieć pod ręką gotowe mieszanki, własne i kupne. Oszczędzają czas, a jedna szczypta kompletnie zmienia charakter jedzenia. Robię z nich szybkie sosy do sałatek, posypuję pieczone warzywa, używam do kanapek, mieszam z kaszą. Ulubione mieszanki to chyba czubryca, harissa i za’atar. Ten ostatni robię sama w hurtowych ilościach, przepis jest prosty, a mieszanka obłędnie aromatyczna i uniwersalna.

zaatar5Za’atar to bliskowschodnia  mieszanka przypraw na bazie oregano i tymianku z sezamem i solą. Skład i proporcje lubią  się zmianiać, nie ma jedynej słusznej wersji tej przyprawy. I dobrze. Poniżej moja mieszanka.

Za’atar:

  • 2 łyżki suszonego oregano,
  • 1 łyżka suszonego tymianku,
  • 1 łyżka suszonego majeranku,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 1 łyżeczka sumaku / sproszkowanej lemonki, cytryny, lemonki kaffir / startej cytrynowej skórki / kwasku cytrynowego.

Upraż sezam na suchej patelni, aż zrobi się złotawy. Zmieszaj z resztą przypraw i rozetrzyj w moździerzu albo szklanej miseczce. Przechowuj w szczelnym pojemniku. Po dodaniu oliwy za’atar zmienia się w aromatyczną pastę np. do smarowania pieczywa, placków, warzyw.

zaatar4

Jak jeszcze wykorzystać za’atar?

  • zmieszany z oliwą jako sos do sałatek,
  • z odrobiną oliwy do zapiekania warzyw i ryb,
  • suchy – do posypania hummusu, ziemniaków, kaszy,
  • z oliwą jako marynatę do oliwek albo warzyw przeznaczonych do grillowania,
  • z oliwą – do nasmarowania pieczywa przed podgrzaniem (szczególnie pity – upieczona na grillu z za’atarem jest obłędna).

zaatar3

Gotowy libański za’atar, który ostatnio kupiłam. Składem bliżej mu do egispkiej mieszanki dukkah – zawiera sezam, kumin, chilli, koper, sól, kwasek cytrynowy, paloną pszenicę.

Większości kupnych mieszanek unikam jak ognia. „Prowansalskie”, „śródziemnomorskie”, „greckie” sieją grozę składem. Jakoś nigdy nie widziałam w Prowansji na grządkach maltodekstryny, cukru czy glutaminianu sodu, ukrytego pod miłą nazwą ekstraktu drożdżowego.
Chlubne wyjątki to bardzo fajne, gotowe indyjskie mieszanki Mahashian Di Hatti (MDH) czy polskie Dary Natury, albo bardziej niszowe marki ze sklepów zielarskich – mają świetne, proste składy, same prawdziwe przyprawy, żadnych chemicznych dodatków. Lubię też przywozić gotowe mieszanki z wyjazdów, kupione na lokalnych targach. Czasem strzelam w ciemno, bo nazwa mi niewiele mówi i dopiero po powrocie do domu mam niespodzankę. Bardzo często przywożę przyprawy jako prezenty.
Za’atar poznałam właśnie na wyjeździe do Izraela w ’97 roku. Spodobał mi się z wyglądu i zapachu, kupiłam paczuszkę i przez długi czas nie wiedziałam, co to w zasadzie jest, bo napis زَعْتَر nie tłumaczył zbyt wiele. Dopiero dłuugo później odkryłam, że to za’atar. Na tym samym wyjeździe poznałam też falafele, mutabal, hummus i szakszukę, które zachwyciły początkującą wegetariankę i pozostały wielkimi kulinarnymi miłościami do dzisiaj.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s